Umacnianie i zdrowienie. Dać nadzieję, red. Andrzej Cechnicki, Anna Liberadzka

„Życie można zrozumieć, patrząc nań tylko wstecz. Żyć jednak trzeba naprzód.” /Soren Kierkegard/

pobrano: gandalf.com.pl
 

Według mojej wiedzy nie istnieje w polskim języku opracowanie o takim zasobie informacji na temat psychiatrii środowiskowej, przygotowane wspólnie przez profesjonalistów i pacjentów. Nie ma ich też wiele w literaturze światowej. Zwłaszcza takich, które przekonująco tę wspólność przybliżają. Jest to wyjątkowa pozycja jako podręcznik dla terapeutów środowiskowych i dla rodzin z brzemieniem choroby, a także dla tych, którzy korzystają z psychoedukacji: dla terapeutów i pacjentów. Jej znaczenie w nauczaniu nowoczesnej psychiatrii w programie przeddyplomowym i dydaktyce podyplomowej trudno przecenić.
/Z recenzji prof. dra hab. n. med. Jacka Bomby/

 

Ze swojej strony polecam m. in. tekst Rodzina i terapeuta oczami pacjenta Doroty Dużyk-Wypich.  Pacjentka dzieli się swoimi refleksjami na temat kilkudziesięcioletniej własnej terapii, roli terapeutów i rodziny w jej procesie zdrowienia.

Poniżej wybrane fragmenty:

Personel zdecydował o kaftanie. Nie chciałam się rozebrać, więc rosłe salowe zaczęły ściągać ze mnie ubranie, a ja zaczęłam się bronić. Widziałam szatańskie wściekłe twarze – były to oblicza pełne wysiłku i napięcia, więc ich grymasy odczytywałam jako szatańską złość. Przywiązano mnie do łóżka. Szatan zwyciężył – byłam obezwładniona. Czułam paniczny lęk – byłam bezbronna, tak łatwo było mnie zabić. Pacjentki w nocy wstawały, niektóre przechodziły koło mojego łóżka, a wtedy umierałam ze strachu, wyczekując gwałtownego ciosu. Była to noc pełna panicznego lęku.

Tak, kaftan jest czasem konieczny, ale nie powinno się wtedy zostawiać człowieka samego. Potrzebny jest ktoś, kto czuwałby przy spętanym człowieku. Wystarczy, żeby posiedział przy nim, dopóki nie zaśnie, upewniał kojącym głosem, że jest bezpieczny, a może nawet pogłaskał po głowie czy przyniósł szklankę wody. Wie o tym ktoś, kto doświadczył kaftana. […]

Terapeuta to tłumacz uczuć. Nie musimy się z nim całkowicie zgadzać, ale ważne jest kiedy darzymy go sympatią i zaufaniem. Nie chcę mieć przed sobą “kamiennej twarzy”, chcę rozmawiać z człowiekiem. Tutaj jest często bariera ochronna, jaką musi mieć terapeuta, konieczne jest zachowanie odpowiedniego dystansu. Ale cieszę się kiedy moja psycholog powie jakieś zdanie o sobie, o swoim życiu. To ważne, bo w taki sposób buduje zaufanie, obdarza nim mnie, dzięki czemu mam poczucie własnej wartości. […]

Tak jak wielu pacjentów patrzę z perspektywy lat na swoje życie z chorobą. Teraz kiedy mam za sobą trzydzieści jeden lat kontaktu z psychiatrią, porządkuję swoje życie, emocje, widzenie świata, godzę się ze sobą. Tyle lat musiało upłynąć, żebym mogła spokojnie uczestniczyć w tego rodzaju wydarzeniach jak rozmaite konferencje bez maniakalnej chęci naprawiania środowiska psychiatrycznego, rewanżu za krzywdy doznane w trakcie leczenia. Krzywdy niejako nieświadome, popełnione nie ze złej woli…

Doświadczenie choroby psychicznej jest bolesne, ale bywa konieczne, żeby pójść dalej. Dzisiaj spokojnie podziwiam wiedzę i mądrość terapeutów i zaangażowanie rodzin. Czasami odczuwam gorycz późnego wyzdrowienia, ale wiem, że ta droga była konieczna, ze wszystkimi jej trudami.

Umacnianie i zdrowienie. Dać nadzieję, red. Andrzej Cechnicki, Anna Liberadzka, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2015

 Uwaga!

Skorzystaj również: http://terapia-mrozik.pl/rodzina-i-terapeuta-oczami-pacjenta-dorota-duzyk-wypich/