




O czym jest ta książka?
Z miłości. Portrety polskich domów Kacpra Sulowskiego, to niezwykle poruszający zbiór reportaży, w których autor zagląda za drzwi polskich domów, by opowiedzieć historie ludzi w sytuacjach granicznych – adopcji, rodzicielstwa zastępczego czy tworzenia rodzin patchworkowych. Kacper Sułowski nie szuka sensacji; z ogromną uważnością i empatią opisuje codzienność, trudności, ale przede wszystkim bezwarunkową miłość, która staje się fundamentem tych rodzin. Książka pokazuje, że definicja domu i rodziny jest znacznie szersza niż tradycyjne schematy, a siła relacji buduje się często wbrew przeciwnościom losu. To literatura faktu, która daje wgląd w intymne życie rodzin w Polsce, zderzając je z wyzwaniami społecznymi i systemowymi.
Prawdziwą miłość znalazłem na przykład w kamienicy na Pradze, w której kobieta idzie na policję ze strachem w oczach i pierwszy raz opowiada o tym, co 20 lat wcześniej zrobił jej ojczym. Robi to po to, by ratować przyrodniego brata. Miłość znalazłem w domku na pomorskiej wsi, w rodzinie, w której wychowuje się dziewczynka z zespołem Downa, a jej matka trzy razy chorowała na raka. Widziałem miłość u dziewczyny, która 15 godzin leci samolotem do Meksyku, żeby przytulić się do słupa postawionego w miejscu, gdzie zamordowano jej brata. Bo tylko tak mogła się z nim pożegnać. – źródło: https://www.vogue.pl/a/z-milosci-portret-polskich-domow
Z mojej perspektywy…
Ta książka to dla mnie przede wszystkim „lekcja pokory i uważności”. Często w gabinecie pracujemy nad deficytami, traumami czy zaburzeniami, a ta lektura przypomina mi o niezwykłych zasobach, jakie ludzie noszą w sobie – o tym, jak wielka jest zdolność do adaptacji i miłości w obliczu trudnej przeszłości. Książka przydaje mi się w pracy terapeutycznej jako źródło inspiracji do psychoedukacji pacjentów, którzy borykają się z poczuciem „inności” swojego modelu rodziny. Pokazuje ona, że każda historia jest unikalna i że można zbudować zdrowy dom nawet wtedy, gdy start był bardzo trudny. Sięgam po nią, gdy potrzebuję „odświeżyć” swój aparat poznawczy – wyjść z roli analityka i po prostu zobaczyć w moich pacjentach ludzi, którzy mimo życiowych burz, desperacko i pięknie walczą o bliskość. To lektura, która wzmacnia moją empatię i przypomina, dlaczego w ogóle zajmuję się wspieraniem relacji.
Polecam całość, a na zachętę fragmenty:
Kiedy wpadała w szał, Sławek najczęściej biegł do sypialni, zamykał drzwi od środka i z trzęsącymi rękami czekał aż się uspokoi. Ale zdarzało się, że żona w przedpokoju robiła trzy kroki w tył i rozpędzona jak burza waliła w drzwi całym ciałem.
(s. 141)
Kamil mówi, że jest szczupły i że ma pedalski głos. Dziewiętnastolatek pochodzi z katolickiej rodziny. Nikomu nigdy nie powiedział, ale wszyscy się poznali. Przez ten pieprzony głos. Zaczęło się w podstawówce. Na jednej przerwie dostał kopa od kilku kolegów. Kiedy leżał w rogu korytarza, podeszły dziewczyny z klasy. Myślał, że chcą mu pomóc. – Ej! Pedał płacze! – krzyknęła jedna, a reszta w śmiech.
(s. 167)
Wkładanie rąk w majtki nie było najgorsze. Bardziej niż tego bała się głodzenia. Któregoś ranka podczas zabawy rozbiła zabytkowy flakon. Piotr powiedział, że do końca dnia może zjeść tylko jedną kromkę chleba. Mam chciała nalać jej zupy, ale on zabraniał: – Musi się nauczyć, że za bycie niegrzeczną grozi kara. Przed snem mama zostawiła jej bułkę z masłem w łazience. Kiedy poszła siku, połknęła ją prawie na raz.
(s. 215)
Sulowski K., Z miłości. Portrety polskich domów, Wydawnictwo Harde, 2020

