Sięgając ponownie po „Wstyd i zazdrość” Phila Mollona, zatrzymałam się nad analizą „diabelskiego paktu”, jakiego nieświadomie dokonuje dziecko, by przetrwać w relacji z narcystyczną, zawłaszczającą matką. To moment, w którym autentyczne Self zostaje złożone w ofierze w zamian za iluzję miłości i akceptacji. Dziecko identyfikuje się z obrazem, którego pragnie rodzic, stając się kimś na kształt Doriana Graya – na zewnątrz prezentuje idealną fasadę, podczas gdy jego wewnętrzny świat ulega postępującej korozji. Ten proces rodzi głębokie przekonanie, że to, co w nas prawdziwe, jest wadliwe, nie zasługuje na miłość i musi na zawsze pozostać w ukryciu.
W gabinecie obserwuję wielu pacjentów, którzy mimo ogromnych talentów i potencjału, nie potrafią budować konstruktywnego życia. Ich sukcesy, relacje, proces terapeutyczny, stają się polami nieświadomego sabotażu. Kiedy tylko więź nabiera intensywności, a praca wchodzi na głębszy poziom, uaktywnia się wstyd i wściekłość, które przez lata były więzione wewnątrz fałszywego Self.
Te pozornie niezrozumiałe, autodestrukcyjne akty są w istocie rozpaczliwą próbą wydostania się z narcystycznego więzienia matki. Destrukcja osiągnięć czy relacji jest wtedy paradoksalnym aktem wolności – próbą odzyskania autonomii, nawet jeśli ceną za to ma być symboliczne lub dosłowne unicestwienie własnego życia. Jako terapeutka rozumiem to w taki sposób, że ten niszczycielski impas w gabinecie nie jest wymierzony przeciwko mnie, lecz jest walką o prawo do istnienia poza narzuconym obrazem, walką o to, by prawdziwe Self mogło wreszcie wyłonić się z cienia, bez lęku przed ostatecznym odrzuceniem.
Mollon pisze m.in. o syndromie morderstwa psychicznego, co nierzadko spotykam w swojej praktyce psychoterapeutycznej. To niezmiernie tragiczna forma przetrwania, w której osoba, by chronić swoje zagrożone Self, decyduje się na nieświadome unicestwienie własnego życia emocjonalnego. U tych pacjentów dominuje głęboko niepewne poczucie tożsamości, przejawiające się płynnym dostosowywaniem do wymogów otoczenia i dojmującym poczuciem nieautentyczności – często przybierającym formę fantazji o byciu „kosmitą” lub kimś fundamentalnie odmiennym od reszty ludzi.
W świecie wewnętrznym takiej osoby relacje przywiązania nie kojarzą się z bezpieczeństwem, lecz z tłamszącym zawłaszczeniem, co rodzi paraliżujący konflikt między pragnieniem autentycznego kontaktu a przekonaniem, że bliskość stanowi śmiertelne zagrożenie. Aby uniknąć bólu i lęku przed ponownym psychicznym unicestwieniem, jednostka wypracowuje mechanizmy odrętwienia i odcięcia, „mordując” każdą emocję, która mogłaby odsłonić jej bezbronność. Ten wewnętrzny zakaz budowania więzi często manifestuje się poprzez stany dysocjacyjne lub akty buntu – jak impulsywna rozwiązłość czy ryzykowne zachowania – które mają być rozpaczliwą deklaracją niezależności. Ostatecznie ten destrukcyjny proces przenosi się na grunt relacji zewnętrznych: osoba ta nieustannie „zabija” rodzące się więzi emocjonalne, niszcząc nadzieję i bliskość u partnera dokładnie w momencie, gdy zaczynają one przekraczać dozwolony poziom bezpieczeństwa. W ten sposób psychiczne morderstwo staje się niekończącym się cyklem, w którym jedyną drogą do zachowania złudnej autonomii jest całkowita izolacja w emocjonalnej próżni.
Praca z pacjentem, który doświadczył psychicznego morderstwa, dotyka mnie osobiście w sposób, którego trudno szukać w podręcznikach. To specyficzny rodzaj zawodowej samotności, gdy siedząc naprzeciwko drugiego człowieka, czuję, jak każda nitka porozumienia, którą z takim trudem utkaliśmy, zostaje nagle brutalnie zerwana. Pamiętam te momenty, gdy praca zaczynała płynąć, pojawiała się głębia i nadzieja, a potem nagle – bez wyraźnego powodu – wszystko stawało w miejscu. W mojej przestrzeni wewnętrznej pojawiało się wtedy dotkliwe pomieszanie i bezradność; zaczynałam analizować każdy swój gest, szukając winy w sobie, czując się niemal tak samo zagubiona, jak osoba siedząca w fotelu obok. Dopiero superwizja pozwalała mi odzyskać oddech i zobaczyć, że ten sabotaż, te spóźnienia czy ucieczki w milczenie, nie są wymierzone we mnie, lecz są krzykiem ocalałego Self, dla którego bliskość jest synonimem śmierci. Uczę się wtedy na nowo ogromnej pokory wobec czasu. Rozumiem, że moją rolą nie jest przyspieszanie procesu, lecz stanie na straży bezpieczeństwa i cierpliwe pokazywanie, że można być dla kogoś ważnym, nie będąc jednocześnie przez tę osobę wchłoniętym. To niezwykle poruszające patrzeć, jak ktoś po latach życia w cieniu „morderczego spojrzenia” powoli, małymi krokami, pozwala sobie na luksus bycia zauważonym i uznaje, że jego bezbronność nie musi już być wyrokiem.
Nie zawsze łatwo odróżnić wstyd od poczucia winy. Generalnie można stwierdzić, że poczucie winy pojawia się w odpowiedzi na krzywdzące lub zakazane działania bądź dotyczące ich fantazje, które często mają naturę agresywną. Z kolei wstyd często ma związek z niespełnieniem oczekiwań i poczuciem słabości. Ludzie chętniej akcentują własna agresję i poczucie winy – broniąc się w ten sposób przed uczuciami słabości i wstydu – zgodnie z założeniem, że lepiej czuć się silnym i złym, niż słabym. Jacobson (1965) stwierdza, że „impulsy sadystyczne zazwyczaj wzbudzają poczucie winy, a pobudki masochistyczne, bierne, zależne […], najczęściej prowadzą do uczuć wstydu i niższości.
(…) Uczucia słabości, bezradności i bierności – związane ze wstydem – mogą wzbudzać więc pragnienie odwrócenia sytuacji i zatriumfowania nad innymi, co prowadzi do powstania poczucia winy. /s. 40/
Jeżeli dziecko regularnie doświadcza tego, że najbliższe otoczenie nie rozpoznaje jego potrzeb psychologicznych, nie rozumie ich w empatyczny sposób, a także nie akceptuje ani nie zaspokaja, to zaczyna ukrywać ową część siebie. Na skutek przeżywania wstydu „powstaje fałszywe self”, adaptujące się do oczekiwań rodziców oraz skrywające bardziej autentyczne uczucia i potrzeby. /s. 144/
Zawartość:
1. Wstyd i zazdrość
2. Wstyd – dalsze rozważania
3. Syndrom psychicznego morderstwa
4. Zazdrość
5. Wstyd w gabinecie psychoanalitycznym
Wstyd i zazdrość. Ukryty zamęt, Phil Mollon, Wydawnictwo Oficyna Ingenium, 2024

