Z mojej perspektywy…
Czy nasze życie to my, czy tylko opowieść o nas? Jako terapeuci często pracujemy z tym, jak pacjenci opowiadają swoją historię. Widzimy, jak w procesie terapeutycznym te opowieści ewoluują, jak pod wpływem wglądu zmieniają się akcenty, jak odkrywamy „cwaniackie cięcia”, których dokonywaliśmy, by chronić swoje ego przed trudną prawdą.
Julian Barnes w swojej przejmującej książce Poczucie kresu stawia przed czytelnikiem lustro, w którym odbija się nasza własna kruchość. Jego bohater, postać w wielu wymiarach niejednoznaczna, mierzy się z egzystencjalnym pytaniem: ile z naszej przeszłości jest faktem, a ile wyrafinowaną fikcją, którą stworzyliśmy, by móc z samym sobą wytrzymać? Barnes przypomina nam, że pamięć nie jest archiwum, a raczej „czarną skrzynką” – selektywną i nieobiektywną.
W gabinecie często słyszę o tym „kresie prawdopodobieństwa” – momencie, w którym pacjenci z lękiem pytają: „Czy to już wszystko? Czy jeszcze mogę coś zmienić?”. Barnes celnie zauważa, że zbliżamy się nie tyle do końca życia, co do końca szans na korektę własnej narracji.
Ta lektura to doskonały przyczynek do zastanowienia się nad własnymi mechanizmami obronnymi. Czy nasze zapominanie, nasze „przesunięcia w czasie” czy upiększanie przeszłości służy nam, czy nas więzi?
Polecam lekturę Poczucia kresu – nie po to, by szukać w niej prostych odpowiedzi, ale by odważyć się na zadanie sobie pytania: co jeszcze w mojej historii mogło potoczyć się inaczej?
Barnesowski bohater, choć wykreowany na antybohatera, wciąż zmaga się z podstawowymi zagadnieniami egzystencji. Tony pyta: „Jak często opowiadamy historię własnego życia? Jak często ją poprawiamy, upiększamy, dokonujemy w niej cwaniackich cięć? Im dłuższe jest życie, tym mniej pozostaje osób, które mogłyby zakwestionować naszą historię, przypomnieć nam, że nasze życie to nie nasze życie, a jedynie opowieść o nim”. – Julian Barnes, „Poczucie kresu” – z dwutygodnik.com
Poniżej kilka wybranych przeze mnie cytatów:
[…] wystarczy drobna przyjemność czy nieznaczny ból, by uświadomić nam plastyczność czasu. Niektóre emocje przyspieszają jego bieg, inne sprawiają, że zwalnia; niekiedy zdaje się znikać – aż do tego końcowego punktu, kiedy naprawdę znika, by nigdy więcej nie wrócić.
(s. 10)
Za młodu człowiek pamięta swoje krótkie życie w całej jego skończoności. Później pamięć to strzępy i łaty. Przypomina trochę te czarne skrzynki, które zapisują przebieg katastrofy lotniczej. Jeśli nic się nie dzieje, taśma sama się kasuje. Tak więc jeśli ulegniesz katastrofie, dowiesz się, dlaczego tak się stało; jeśli nie, zapis twojej podróży będzie o wiele mniej klarowny.
(s. 123)
Kiedy zaczyna się zapominać pewne rzeczy – nie chodzi mi o alzheimera, jedynie o przewidywalną konsekwencję wieku – można zareagować różnie. Można usiąść i próbować zmusić pamięć, by zdradziła wreszcie imię tego znajomego, nazwę kwiatu, stacji kolejowej, tożsamość astronauty… albo przyznać do porażki i podjąć praktyczne kroki, uciekając się do książek źródłowych i Internetu. Albo można sobie odpuścić – zapomnieć o pamiętaniu – i wtedy, czasem przekonać się, ze zawieruszony fakt ujawnia się na powierzchni godzinę czy dzień później, często w trakcie tych długich bezsennych nocy, które narzuca człowiekowi wiek.
(s. 130-131)
Człowiek zbliża się do kresu życia – nie, nie samego życia, lecz czegoś innego: do kresu prawdopodobieństwa, że cokolwiek można w tym życiu zmienić. Dana jest mu długa chwila wytchnienia, dostatecznie dużo czasu, by mógł zadać pytanie: co jeszcze zrobiłem źle.
(s. 172)
Barnes J., Poczucie kresu, Świat Książki, 2012

