


O czym jest ta książka?
Książka Szalone, złe i smutne. Kobiety i psychiatrzy Lisy Appignanesi to fascynująca, historyczno-kulturowa analiza relacji między kobietami a psychiatrią i psychoanalizą na przestrzeni ostatnich dwustu lat. Autorka śledzi, jak zmieniało się podejście medycyny do kobiecej psychiki – od XIX-wiecznej histerii i diagnozowania kobiet jako „szalonych, złych lub smutnych” z powodu ich rzekomej biologicznej niższości, przez rewolucję freudowską, aż po współczesne podejścia terapeutyczne. Appignanesi bada, w jaki sposób diagnozy psychiatryczne odzwierciedlały ówczesne normy społeczne, oczekiwania patriarchalne i role płciowe, a także pokazuje wkład samych kobiet (zarówno pacjentek, jak i wybitnych psychoanalityczek) w rozwój tej dziedziny.
Warto przeczytać: A WARIATKA JESZCZE TAŃCZY… (LISA APPIGNANESI: 'SZALONE, ZŁE I SMUTNE. KOBIETY I PSYCHIATRZY')
Z mojej perspektywy…
Książka ta otwiera oczy na to, jak bardzo diagnozy psychologiczne i psychiatryczne były – i do pewnego stopnia nadal są – osadzone w kontekście kulturowym oraz społecznych oczekiwaniach wobec płci. Pokazuje, jak cienka bywa granica między rzeczywistym cierpieniem psychicznym a próbą uregulowania zachowań kobiet, które nie mieszczono w sztywnych ramach danej epoki. Lektura ta uczy krytycznego myślenia o historii naszej dziedziny, przypominając, że jako klinicyści musimy stale weryfikować, czy nasze teorie nie powielają nieświadomie uprzedzeń społecznych oraz jak ważne jest oddanie głosu samemu pacjentowi w opisie jego doświadczenia.
Zauważmy jak młodą dziedziną jest psychiatria i jakie trudne były jej początki.
Polecam!
W późniejszych dekadach XIX stulecia uczyniono z kobiet płeć o słabej konstytucji, a przez to podatniejszą na obłęd.
(s. 59)
Ustawa o szaleńcach i szpitalach prowadzonych przez hrabstwa z 1845 roku ustanowiła ściślejszy nadzór lekarski nad placówkami, a ponadto zobowiązała lokalne władze, by zapewniły ubogim chorym miejsca w zakładach. Szaleńcy oraz ci, których krewni uważali za obłąkanych, ludzie niesamodzielni, sprawiający kłopoty, starzy i zdemenciali, nie musieli już tkwić w domach albo płacić za prywatną opiekę. Państwo wzięło na siebie ich utrzymanie.
(s. 59)
W 1810 roku londyński lekarz William Black sporządził tabelę prezentującą przyczyny obłędu pacjentów przyjmowanych do Bethlem. Posłużył się kategoriami z życia codziennego, bo wszak odrębna, specjalistyczna terminologia psychiatryczna jeszcze nie istniała. Pierwszą kategorię, bardzo pojemną, można podsumować krótkim i prostym stwierdzeniem: „ludzie czasem wariują i tyle”.
[…] w Bethlem rejestrowano następujące kategorie i przyczyny:
Nieszczęścia, kłopoty, rozczarowania
żałoba – 206 osób
religia i metodyzm – 90 osób
miłość – 74 osoby
zazdrość – 9 osób
duma – 8 osób
pobieranie nauk – 15 osób
lęk – 31 osób
pijaństwo i odurzenie alkoholowe – 58 osób
gorączki – 110 osób
poród – 79 osób
zaparcia – 10 osób
rodzina i rzeczy dziedziczne – 115 osób
urazy i pęknięcia czaszki – 12 osób
choroby weneryczne – 14 osób
ospa – 7 osób
wrzody i strupy zaschnięte – 5 osób(s. 61)
Appignanesi L., Szalone, złe i smutne. Kobiety i psychiatrzy, Wydawnictwo Marginesy, 2021

