Żyjemy w pośpiechu, przeciążeni bodźcami i nie zauważamy tego, co nas osłabia, ogranicza, zabiera godność, wiarę w siebie, pozbawia swobody i zaufania. Stąd moja myśl o zatrzymywaniu się, by w odpowiednim czasie dostrzegać CZERWONE FLAGI i odpowiednio na nie reagować.
CZERWONE FLAGI, cz. IV – Czerwona flaga, którą sama przed sobą ukrywasz. Kiedy „dojrzałość” staje się formą autoagresji
Większość artykułów o relacjach skupia się na czerwonych flagach u innych ludzi: na przemocy, gaslightingu, manipulacji czy braku zaangażowania. Dzisiaj jednak chcę odwrócić reflektor. Spojrzymy na sygnał ostrzegawczy, który niezwykle rzadko trafia do zestawień, a który – jako psychoterapeutka – bardzo często widzę w gabinecie u osób niezwykle poukładanych, empatycznych i sumiennych. Mowa o przewlekłym odcinaniu własnych potrzeb i emocji pod płaszczykiem dojrzałości, wyrozumiałości i rozsądku.
Korzenie w przeszłości
Skąd się bierze ta nadludzka potrzeba kontrolowania wszystkiego i bycia zawsze w porządku? Często korzenie sięgają daleko wstecz, prosto do domu rodzinnego. Jeśli jako dziecko była Ci narzucona rola małego dorosłego, to znaczy, że Twoim zadaniem było dbać o emocje rodziców, ogarniać dom albo być wyjątkowo grzecznym i racjonalnym dzieckiem, by nie sprawiać kłopotów dorosłym. Z tych doświadczeń wypłynęła dla Ciebie nauka: przetrwam tylko wtedy, gdy będę dorosły/a i nie naruszę niczyjego spokoju. Wtedy ta rola była Twoją tarczą ochronną, dziś jednak stała się Twoim więzieniem. Jako dorosła osoba nadal twardo trzymasz ster, bo po prostu nie znasz innego sposobu funkcjonowania.
Głos niewidzialnego cenzora
Do tej wewnętrznej presji dochodzi potężny głos z zewnątrz, z czasem zinternalizowany. Kiedy nachodzi Cię ochota na beztroskę, natychmiast odzywa się cenzor przypominający, że w Twoim wieku to już nie wypada, trzeba uważać na to, co powiedzą ludzie i że na zabawę był czas, a teraz trzeba być poważnym. Ten społeczny bat uczy, że radość ma swój termin ważności, a wykraczanie poza sztywną rolę jest czymś wstydliwym i niewłaściwym.
Zabetonowana kontrola i życie bez śmiechu
Ta sztywna dorosłość najgłośniej daje o sobie znać w tym, czego sobie zakazujemy. Ponieważ całą energię zużywasz na utrzymywanie pozorów, że wszystko masz pod kontrolą, rezygnujesz z tego, co tę kontrolę narusza. Nie chodzisz na imprezy, bo wykraczają poza przewidywalny schemat. Nie opowiadasz i nie słuchasz kawałów, nie śmiejesz się do rozpuku z komedii, bo co, jeśli ktoś uzna to za infantylne. Śmiech, taniec, głośna radość czy odrobina szaleństwa stają się czymś zagrażającym, ponieważ oznaczają puszczenie steru. A w świecie kogoś, kto kontroluje wszystko, puszczenie steru rodzi lęk, że cała ta misterna konstrukcja zaraz się rozsypie.
Kiedy wyrozumiałość dla innych staje się bezwzględnością wobec siebie
W relacjach z bliskimi działa dokładnie ten sam mechanizm. Ktoś przekracza Twoje granice, a Ty zamiast poczuć zdrową, naturalną złość, racjonalizujesz sytuację, tłumacząc sobie, że partner ma trudny okres i musisz okazać wyrozumiałość, bo przecież jesteś dorosła i nie będziesz robić dramatu. Zamiast postawić granicę, po cichu porzucasz siebie, żeby tylko nie robić kłopotu. Wewnętrznie cierpisz, a ciało zaczyna mówić za Ciebie chronicznym napięciem, migrenami czy zmęczeniem nie do zredukowania.
Praca i fiksacja jako bezpieczna ucieczka
Kiedy odbierasz sobie prawo do własnych potrzeb, ta stłumiona energia szuka ujścia w innych obszarach. Często przybiera to formę nadmiernej fiksacji na życiu dzieci, kiedy stajesz się dyrektorem operacyjnym ich spraw, bo łatwiej jest ratować kogoś innego niż spojrzeć na własną wewnętrzną pustkę. Albo przejawia się w śmiertelnie poważnym, lękowym perfekcjonizmie zawodowym, gdzie każdy projekt urasta do rangi być albo nie być, a sukces staje się jedynym dowodem na to, że masz w ogóle prawo istnieć.
Powrót do siebie
Prawdziwa dojrzałość emocjonalna nie polega na tym, że dzielnie znosisz ciężar, milczysz i żyjesz w żelaznym gorsecie samokontroli, bo tak wypada. Dojrzałość to zdolność do zatrzymania się i zapytania siebie, co dzieje się z tym małym dzieckiem w środku, które nigdy nie miało przestrzeni na beztroskę; to też pytanie o to, gdzie obecnie podziewa się Twoja złość, potrzeba odpuszczenia i prawo do tego, żeby po prostu zaśmiać się do rozpuku, niezależnie od tego, co pomyślą inni.
Refleksja psychoterapeutyczna:
Jeśli czujesz, że Twoja dorosłość to w rzeczywistości ciągły pancerz kontroli i strach przed spontanicznością, być może nadszedł czas, aby oddać ten ciężar i wreszcie pozwolić sobie na odrobinę żywego, niczym nie spętanego oddechu.
A Ty? Kiedy ostatni raz zaśmiałaś się tak głośno i szczerze, że na chwilę zapomniałaś o tym, co wypada w Twoim wieku?

