O czym jest ta książka?

W Twórczych odczytaniach Thomas H. Ogden zabiera czytelnika w podróż po terenach, gdzie teoria spotyka się z żywą tkanką gabinetu terapeutycznego. W tej książce autor bierze na warsztat klasyczne teksty psychoanalityczne – m.in. prace Freuda, Biona czy Winnicotta – i zamiast bezrefleksyjnie je powtarzać, wchodzi z nimi w odważny, partnerski dialog. Pokazuje, jak czytać mistrzów z poszanowaniem, ale i z niezależnością, przepuszczając ich myśli przez własne filtry emocjonalne i kliniczne. Ogden udowadnia, że prawdziwe rozumienie teorii nie polega na przyswojeniu pojęć, lecz na ich twórczym przekształcaniu i odnajdywaniu w nich własnego głosu. ​


Z mojej perspektywy…

To jedna z tych rzadkich książek, które autentycznie poszerzają horyzonty i uczą czegoś o samej istocie myślenia. Ogden inspiruje do tego, by odważyć się zejść z utartych ścieżek dogmatów i zaufać własnej intuicji oraz wrażliwości w kontakcie z drugim człowiekiem. Pokazuje, że najcenniejsza wiedza rodzi się wtedy, gdy przestajemy być biernymi odbiorcami cudzych tez, a stajemy się twórczymi uczestnikami dialogu – zarówno z tekstem, jak i z pacjentem. Lektura niezwykle stymulująca intelektualnie, głęboka i uwalniająca od sztywności zawodowej.

Polecam do powolnego studiowania!


Być żywym (w szerszym rozumieniu niż tylko biologicznym) to być stale zaangażowanym w proces tworzenia czegoś swojego, czy będą to myśli, uczucia, ruchy ciała, percepcje, rozmowy, wiersze czy artykuły analityczne.

(s. 122)

Samoakceptacja to stan umysłu, który cechuje się rezygnacją (nigdy nie całkowitą) z pochłaniających życie wysiłków przekształcania niezaspokojonych relacji z obiektami wewnętrznymi w relacje zaspokajające (pełne miłości i akceptacji). W miarę jak rozwój psychologiczny postępuje, człowiek zaczyna naprawdę rozumieć, że wczesne przeżycia kontaktu z niekochającą i niezaspokajającą matką nigdy nie będą inne, niż w istocie były. Poświęcenie się wysiłkom mającym na celu przekształcenie siebie samego (i innych) w człowieka, którym chciałoby się być, to marnowanie życia. Aby uczestniczyć w doświadczeniach w świecie pełnym ludzi, których podmiot nie wymyślił, takich, od których można się uczyć, trzeba najpierw rozluźnić nieświadome więzi zbudowane na urazie, uzależniającej miłości, pogardzie i rozgoryczeniu, ograniczające ją i skazujące na życie przede wszystkim we własnym umyśle.

(s. 96-97)