W ZWIĄZKU ZE ZWIĄZKIEM to cykl, w którym w każdą sobotę przyglądam się temu, co w relacjach najtrudniejsze, najbardziej złożone i fascynujące. Bazując na własnej wiedzy i wieloletniej praktyce psychoterapeutycznej, będę rozkładać na czynniki pierwsze kryzysy, mechanizmy obronne oraz wyzwania bliskości, posiłkując się także uniwersalnymi przykładami z literatury i filmu.

Zależy mi, aby ten cykl był naszą wspólną przestrzenią, dlatego traktujcie go jako zaproszenie do dialogu – jeśli macie tematy, o których chcecie żebym napisała, albo własne przemyślenia, zostawiajcie je w komentarzach, tworząc z tego miejsca żywą platformę do rozmowy o relacjach.


W ZWIĄZKU ZE ZWIĄZKIEM, cz. IV – Cicha erozja. O zdradzie, która zaczyna się w głowie

Wyobrażenie o zdradzie zazwyczaj ma bardzo konkretny scenariusz: nagły impuls, wyjazd, impreza, fizyczna bliskość z kimś obcym. Prawdziwe dramaty w relacjach rzadko jednak zaczynają się w sypialni. Często mają swój początek w czymś pozornie niewinnym – w dłuższej rozmowie przy biurku, wymianie wiadomości późnym wieczorem albo w powierzeniu komuś sekretu, którego nie opowiada się już partnerowi. Zanim w relacji pojawia się zdrada fizyczna, zazwyczaj dochodzi do procesu, który można nazwać cichą erozją: powolnego, niemal niezauważalnego wyprowadzania intymności z głównego związku do relacji równoległej.

​Anatomia nieświadomego transferu i mechanizm rozszczepienia ​

Z psychodynamicznego punktu widzenia zdrada emocjonalna rzadko nie wynika z czystej kalkulacji. Jest raczej dramatyczną próbą rozwiązania wewnętrznego konfliktu za pomocą mechanizmu obronnego, jakim jest rozszczepienie (splitting). Kiedy w stałym związku narasta frustracja, lęk przed bliskością albo poczucie niezrozumienia, psychika szuka ulgi. Zamiast zmierzyć się z trudną rzeczywistością i skonfrontować z partnerem, mechanizm obronny dzieli świat relacji na „zły, nużący, wymagający dom” oraz „idealną, bezpieczną, ekscytującą przystań” u boku osoby trzeciej. ​

W tym procesie następuje cichy transfer zasobów psychicznych: uwaga, czułość, ciekawość drugiego człowieka i zasoby emocjonalne wędrują poza system partnerski. Zamiast powiedzieć stałemu partnerowi o trudnym dniu, o sukcesie albo nowym lęku, piszemy o tym „koledze z pracy” lub „przyjacielowi z sieci”, bo on „lepiej rozumie” albo „nie ocenia”. W ten sposób tworzymy fasadę, w której nowa relacja jest całkowicie bezpieczna, ponieważ nie dotyka jej proza życia – rachunki, zmęczenie, konflikty o codzienne obowiązki czy konieczność negocjowania granic. ​

Przeniesienie i próba ucieczki od własnego cienia ​

Z psychodynamicznej perspektywy w relacji równoległej często odgrywamy nasze dawne, nierozwiązane scenariusze z przeszłości. Osoba trzecia staje się pustym ekranem, na który rzutujemy nasze pragnienia bycia bezwarunkowo akceptowanym, podziwianym i kochanym – dokładnie tak, jak kiedyś chcieliśmy być widziani przez rodziców.

​Gdy w stałym związku pojawiają się naturalne kryzysy, różnice zdań czy frustracje, uruchamia się głęboki lęk przed odrzuceniem lub pochłonięciem. Zamiast pracować nad dojrzałą intymnością – która zawsze wymaga rezygnacji z wszechpotężnej fantazji o idealnym związku – wybieramy regresję. Uciekamy w ramiona kogoś, kto jeszcze nie poznał naszych wad, nie widział nas zmęczonych i nie ocenia naszej codzienności. To iluzja, że można zacząć od nowa bez brudu przeszłości. ​

Granica, która zaciera się w milczeniu

​Kiedy zwykła znajomość przestaje być bezpieczna? Granica w ujęciu psychodynamicznym rzadko przebiega tam, gdzie pojawia się pożądanie fizyczne. Zaczyna się znacznie wcześniej – tam, gdzie pojawia się tajemnica. ​

Sygnały ostrzegawcze bywają subtelne, ale wewnętrzny regulator psychiczny doskonale je zna: ukrywanie telefonu, zmienianie haseł, odwracanie ekranu, gdy ktoś bliski przechodzi obok, albo nagły ścisk w żołądku na myśl, że partner przeczyta ostatnie wiadomości. Pojawia się wtedy potężny mechanizm racjonalizacji: „Przecież nic złego nie robię, tylko rozmawiamy”, „On jest po prostu miły”. Umysł sprawnie zagłusza intuicję, ponieważ przyznanie przed samym sobą, dokąd zmierzamy, oznaczałoby konieczność porzucenia wygodnej iluzji. ​

Gdy brakuje dowodów, a ból rozrywa od środka ​

Osoba, której partner dopuścił się zdrady emocjonalnej, często zostaje w absolutnej pustce. Brak „dowodów rzeczowych” sprawia, że otoczenie – a nierzadko sam sprawca – bagatelizuje problem. Kiedy partner próbuje wyrazić swój niepokój, uruchamia się mechanizm obronny sprawcy: projekcja, agresja i gaslighting („Paranoik z ciebie”, „Wymyślasz sobie”). Sprawca ucieka przed poczuciem winy, zrzucając odpowiedzialność na „nadwrażliwość” drugiej strony. ​

Dla osoby zdradzonej to doświadczenie bywa druzgocące. Dlaczego brak dotyku boli tak bardzo? Ponieważ zdrada emocjonalna uderza w samo serce bezpiecznego przywiązania. Pozbawia poczucia bycia jedynym i wyjątkowym, burząc fundamentalne poczucie bezpieczeństwa w świecie. Rodzi obsesyjne myśli (ruminacje), ciągłe porównywanie się do „trzeciej osoby” i głęboki lęk przed utratą bazy, przed którym nie ma się gdzie schronić. ​

Czy cichą erozję można zatrzymać? ​

Zdrada emocjonalna rzadko bierze się znikąd. Najczęściej jest bolesnym, choć destrukcyjnym sygnałem, że w głównym związku od dawna było chłodno, pusto lub brakowało przestrzeni na autentyczną szczerość i konfrontację z trudnymi emocjami. Jest krzykiem o uwagę, który został skierowany pod zły adres – próbą znalezienia zewnętrznego ratunku. ​

Zakończenie relacji równoległej – jeśli ma dojść do uzdrowienia związku – to dopiero pierwszy, konieczny krok. Prawdziwa, głęboka praca terapeutyczna zaczyna się tam, gdzie para musi odsłonić to, co w relacji zamarło, zrezygnować z mechanizmów obronnych i wziąć odpowiedzialność za ucieczkę od bliskości. Zaufanie po cichej erozji odbudowuje się powolnie i boleśnie, ale proces ten może stać się początkiem autentycznej, dojrzałej relacji. Bo bliskość to nie tylko brak zdrady fizycznej – to codzienna, dorosła decyzja, by swoje najgłębsze, najbardziej bezbronne zakamarki powierzać temu, z kim dzielimy życie, a nie uciekać przed nimi do bezpiecznych iluzji na zewnątrz.


Do przemyślenia:

Zatrzymaj się na chwilę i spójrz na swoją relację. Zadaj sobie pytanie: czy twój telefon i codzienne myśli częściej szukają schronienia tam, gdzie jest bezpiecznie i iluzorycznie łatwo, czy też masz w sobie odwagę, by zapytać partnera: „Co się z nami stało, że przestaliśmy dla siebie istnieć?”