Dziś REFLEKSY psychodynamiczne – kolejny już odcinek cyklu w którym regularnie – w każdy wtorek – będę brała na warsztat jeden cytat. Poprzez pryzmat literatury pięknej, filmów oraz refleksji psychodynamicznej poszukam odpowiedzi na to, co cytowane słowa mówią o naszych nieświadomych mechanizmach i relacji ze światem.


REFLEKSY, część IX: Wewnętrzne mauzoleum. O identyfikacji z utraconym obiektem

Taki czas, czas jesienny, więc częściej wracamy myślami do tego, co utracone – do osób, zwierząt, nadziei, młodości…

Znaczenie śmierci i utraty może być albo osłabione, albo wręcz zaprzeczone przez to, że ego instaluje w swoim wnętrzu utracony obiekt i – częściowo lub całkowicie identyfikując się z nim – niejako utrzymuje go przy życiu.

/W cieniu zmarłego obiektu i inne studia przypadków, Wojciech Hańbowski/

zdj. Gabinet psychoterapii superEGO

[Więcej o książce TU]

Kiedy odchodzi ktoś bliski lub tracimy relację, która definiowała naszą tożsamość, psychika staje przed zadaniem przekraczającym jej ludzką miarę: ma zaakceptować ostateczną pustkę. Często jednak buntuje się przeciwko tej prawdzie. Zamiast przejść przez bolesną żałobę i pożegnanie, ego wybiera potajemny azyl. Jak opisuje Wojciech Hańbowski, buduje wewnątrz siebie swoiste mauzoleum, w którym „instaluje” utracony obiekt, stapiając się z nim, by w ten sposób oszukać śmierć i nie dopuścić do pełnej utraty. ​


W ujęciu psychodynamicznym ten mechanizm nosi nazwę melancholijnej introjekcji lub identyfikacji z utraconym obiektem. Gdy rozstanie lub śmierć są zbyt przerażające, by je pomieścić, ego nie żegna się z drugą osobą – ono ją „połyka” i zamyka wewnątrz struktury psychicznej. ​Koszt tego zabiegu jest jednak ogromny. Skoro utracony obiekt zamieszkał wewnątrz nas, a ego się z nim zidentyfikowało, to wszelka złość, żal czy agresja skierowane pierwotnie na tego, kto odszedł (np. za to, że zostawił), uderzają teraz rykoszetem w samego siebie. Żałoba staje się zamrożona, a człowiek przestaje być osobnym, żywym podmiotem – staje się strażnikiem wewnętrznego grobowca, w którym granica między żywym a martwym ulega całkowitemu zatarciu.


Klara i Słońce Kazuo Ishiguro doskonale ilustruje mechanizm opisywany przez Wojtka Hańbowskiego, ukazując desperacką próbę zanegowania realności straty.

zdj. Gabinet psychoterapii superEGO

Matka śmiertelnie chorej Josie nie jest w stanie zmierzyć się z nadchodzącą śmiercią córki i nie wchodzi w proces żałoby. Zamiast tego dąży do stworzenia zewnętrznej protezy utraconego obiektu – zamawia skrupulatne studium ciała i zachowań Josie, by po jej śmierci wgrać jej pamięć oraz osobowość w aparat sztucznej inteligencji, Klarę. W ten sposób odchodzące dziecko ma zostać zastąpione przez idealny duplikat, a sama śmierć zaprzeczona poprzez sztuczne utrzymanie obiektu przy życiu w nowej, technologicznej formie.

Nawiasem mówiąc: skóra cierpnie, gdy pomyślę, że świat opisany w Klarze i słońce może być tuż za rogiem. Przeczytajcie, warto!


Obraz Dwie Fridy (Las dos Fridas, 1939) stanowi genialny wizualny odpowiednik mechanizmu obronnego psychiki, w którym ego – w odpowiedzi na bolesną utratę i odrzucenie wywołane rozwodem z Diego Riverą – dokonuje rozszczepienia oraz introjekcji utraconego obiektu we własnym wnętrzu.

Zdj. Gabinet psychoterapii superEGO, źródło: Małgorzata Czyńska Kobiety z obrazów

Gdy realny obiekt miłości znika z pola relacyjnego, psychika artystki powołuje do życia drugą postać. Jest to Frida kochana przez Diego, ubrana w tradycyjny meksykański strój Tehuana, która trzyma w dłoni miniaturowy portret Rivery połączony pępowiną-naczyniem z jej odsłoniętym sercem. Ta druga, porzucona Frida, reprezentowana w białej, europejskiej sukni, próbuje podtrzymać przy życiu i zinternalizować relację poprzez identyfikację ze swoim dawnym, kochanym wcieleniem.

Połączone dłonie oraz wspólna sieć naczyń krwionośnych pokazują wprost proces, w którym ego częściowo i całkowicie identyfikuje się z wytworzonym obrazem. Czyni to, by utrzymać go w sobie i uniknąć ostatecznej anihilacji płynącej z poczucia braku. Jednak krwawiąca tętnica, desperacko zaciskana chirurgicznym peanem przez europejską Fridę, symbolizuje iluzoryczność i niepełność tej obrony. Pokazuje, że nawet najbardziej kunsztowna autokreacja i wewnętrzna introjekcja nie są w stanie całkowicie powstrzymać ubywania sił życiowych z głęboko rannego ego.


TWOJE REFLEKSY

  • Bywa tak, że nosimy w sobie kogoś, kto dawno odszedł, nie pozwalając mu tak naprawdę odejść, bo bez tego byłoby zbyt pusto. Możliwe, że Ty też masz w swoim wnętrzu kogoś takiego – cichego rezydenta, którego obecność chroni cię przed ostatecznością straty.
  • ​Czasami łapiemy się na tym, że trzymamy w środku wyobrażenie o kimś, żeby nie musieć zmierzyć się z bolesną pustką po pożegnaniu. Może u ciebie też zdarza się tak, że wolisz zatrzymać kogoś w zamrożonej formie, niż pozwolić mu zniknąć?
  • Człowiek czasem niepostrzeżenie zapełnia sobą lub kimś bliskim przestrzeń, w której dawno powinna dokonać się żałoba. Być może u Ciebie też tak bywa, że obecność tego wewnętrznego śladu niepostrzeżenie zagłusza to, co mogłoby przyjść nowego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *