Żyjemy w pośpiechu, przeciążeni bodźcami i nie zauważamy tego, co nas osłabia, ogranicza, zabiera godność, wiarę w siebie, pozbawia swobody i zaufania. Stąd moja myśl o zatrzymywaniu się, by w odpowiednim czasie dostrzegać CZERWONE FLAGI i odpowiednio na nie reagować.


CZERWONE FLAGI, cz. VI – Pancerz zamiast słów. O czym naprawdę milczą szkolne korytarze? ​

Żyjemy w świecie, w którym wyjątkowo mało jest zwykłej rozmowy i uważnego towarzyszenia sobie w codzienności. Młodzi ludzie rzadko widzą dorosłych, którzy w spokoju zasiadają do stołu, by po prostu porozmawiać o emocjach. Zamiast tego zewsząd płynie do nich jeden czytelny przekaz: siła i agresja to najskuteczniejsze narzędzia do zdobywania pozycji i rozwiązywania problemów. Takie wzorce czerpią nie tylko z napięć wokół siebie, ale przede wszystkim od swoich współczesnych idoli – patoinfluencerów, idoli z sieci czy patostreamerów. To świat całkowicie wymykający się kontroli opiekunów, w którym przemoc, chłód i puste epatowanie dominacją sprzedają się najlepiej, stając się dla nastolatka drogowskazem, jak „istnieć” we współczesnym świecie. ​

W tym samym czasie szkoła próbuje odnaleźć się w gąszczu nieustannych zmian. Choć jest wiele wspaniałych placówek i nauczycieli, którzy z ogromnym sercem dbają o jakość relacji z uczniami i wysoki poziom nauczania, to ogromna część systemu ugrzęzła w problemach administracyjnych, ciągłych rotacjach kadr czy brakach kompetencyjnych. W takich warunkach dorośli często nie mają siły, czasu lub gotowości by dostrzec pojedynczego ucznia. Młodzi ludzie zostają sami ze sobą. Radzą sobie tak, jak potrafią – szukając oparcia w rówieśnikach, którzy sami są zagubieni i często dają sobie nawzajem fatalne rady. ​

Zapominamy, że tak jak w okresie dojrzewania w piorunującym tempie zmienia się ciało naszego dziecka, tak samo dynamicznie i burzliwie przebiega jego rozwój emocjonalny i umysłowy. To czas wielkiej podatności na zranienie. Gdy młody człowiek nie znajduje w domu ani w szkole wystarczającego wsparcia, akceptacji czy po prostu obecności drugiego człowieka, zaczyna szukać ich w grupie rówieśniczej. Będzie walczył o uznanie za wszelką cenę – nawet w środowisku, które jest dla niego niszczące. ​

W tych grupach zdrowa, wspierająca i rozwojowa komunikacja bywa mocno ukrojona. Zastępuje ją sięganie po używki jako podstawowy sposób na tłumienie nie do zniesienia emocji oraz komunikaty agresywne: hejt, napiętnowanie i wykluczanie osób słabszych, delikatniejszych czy po prostu „innych”. Młody, wciąż nieuformowany i kruchy w swojej strukturze młody człowiek, wypchnięty poza grupę, po prostu nie potrafi się w tym odnaleźć. ​

Wtedy ma już tylko dwa wyjścia: albo coraz bardziej zapada się w sobie i cicho znika, albo gwałtownie się rozhamowuje. Szukając swoich „pięciu minut” i jakiejkolwiek próby zaistnienia, sięga po brutalne środki – od agresji słownej po niebezpieczne narzędzia. To nie jest demonstracja siły. To rozpaczliwa, zdeformowana próba wyrwania się z marginesu i stworzenia pancerza w świecie, w którym zabrakło bezpiecznych dorosłych.

Co my, dorośli, więc możemy z tym zrobić?

Odpowiedź brzmi zaskakująco prosto, choć wymaga od nas przełamania własnego zmęczenia, zmiany dotychczasowych nawyków, nabycia nowych kompetencji. Nie musimy stawać się domorosłymi psychologami ani urządzać w domu przesłuchań. Chodzi o to, by po prostu zacząć być przy swojej córce czy synu. Zapytać o coś bez oceniania, usiąść obok, kiedy wracają do domu zmęczeni czy w złym nastroju, i nie uciekać od ich trudnych emocji tylko dlatego, że same nas przerażają. Młody człowiek nie potrzebuje idealnego dorosłego, który zna odpowiedzi na wszystkie pytania. Potrzebuje kogoś stabilnego, kto nie odwróci wzroku i z kim będzie mógł po prostu pobyć sobą — bez maski, bez udawania twardziela i bez konieczności zakładania pancerza.

​Tylko czy w każdej rodzinie jest to możliwe? Czy każdy dom ma w sobie tyle siły, gotowości do refleksji i zdrowych korzeni? A jeśli w domu tego brakuje — kto inny z nas, dorosłych, jest gotowy stać się dla tego dziecka bezpiecznym punktem oparcia? ​Z tymi pytaniami Was zostawiam.