Dziś REFLEKSY psychodynamiczne – kolejny już odcinek cyklu w którym regularnie – w każdy wtorek – będę brała na warsztat jeden cytat. Poprzez pryzmat literatury pięknej, filmów oraz refleksji psychodynamicznej poszukam odpowiedzi na to, co cytowane słowa mówią o naszych nieświadomych mechanizmach i relacji ze światem.
REFLEKSY, cz. VII: Sztuka obecności. O towarzyszeniu w żałobie

Trzeba pamiętać, że w towarzyszeniu komuś, kto doznał straty, nie idzie o odwracanie uwagi czy zagłuszanie bólu – złą przysługą byłoby zatem wyciąganie do kina czy wypicie wspólnie butelki wódki. To, co można zrobić najlepszego, to rozmawiać o przeżywanych obecnie uczuciach, o trudnościach, o osobie, która zmarła, wyjechała czy odeszła. Stwarza się wtedy okazję, żeby wypowiedzieć wiele żalu, smutku, złości i uwolnić się od nich.
Dodziuk A., Żal po stracie, czyli o przeżywaniu żałoby
zdj. Gabinet psychoterapii superEGO
Żałoba bywa przez otoczenie traktowana jak awaria, którą trzeba jak najszybciej „naprawić”, zagadać lub uciszyć. Powszechnym odruchem bliskich jest ucieczka w aktywizm: organizowanie rozrywek, odciąganie uwagi, rzucanie pocieszających haseł w rodzaju „czas leczy rany” albo „musisz być silna”. Tymczasem, jak przypomina Anna Dodziuk, prawdziwe towarzyszenie w stracie nie polega na zagłuszaniu mroku, lecz na odważnym trwaniu przy nim.
W ujęciu psychodynamicznym (m.in. w klasycznych pracach Sighunda Freuda czy Johna Bowlby’ego) przeżywanie żałoby to proces stopniowego wycofywania energii psychicznej z obiektu, który odszedł, i bolesnego godzenia się z realnością braku. To tak zwana praca żałoby. Kiedy otoczenie próbuje „odwrócić uwagę” cierpiącego, oferując mu ucieczkę w rozrywkę czy substancje, nieświadomie pomaga mu w mechanizmie zaprzeczenia i dysocjacji.
Ucieczka od bólu wcale go nie zmniejsza – ona go zamraża. Żal, złość i tęsknoty, które nie zostaną nazwane i wypowiedziane, utkną w ciele i psychice jako przewlekły stan zawieszenia. Dopiero bezpieczna, cierpliwa obecność kogoś, kto potrafi wysłuchać opowieści o zmarłym lub nieobecnym człowieku, pozwala na rozładowanie tego afektywnego ładunku. Pozwala na to, by ból mógł wreszcie przepłynąć.

W literaturze pięknym echem tego zjawiska jest Rok magicznego myślenia Joan Didion. Z chirurgiczną precyzją opisuje ona pierwsze dwanaście miesięcy po nagłej śmierci męża i równoległej walce o życie córki. To analityczne studium szoku, w którym umysł chwyta się iluzji, że odpowiednimi rytuałami można cofnąć czas. Didion punktuje bezradność otoczenia i pokazuje, czym naprawdę jest żałoba. Nie potrzebuje ona odwracania uwagi ani szybkich pocieszeń, lecz konfrontacji: powracania do wspomnień, wypowiadania imienia zmarłego i patrzenia na puste krzesło przy stole.
zdj. Gabinet psychoterapii superEGO
Po co nam taka literatura? Nie daje łatwych recept ani szybkich rozwiązań. Jej wartością jest odzwierciedlenie, danie świadectwa i – przede wszystkim – cicha obecność.
Filmowym dopełnieniem wątku zamrożonej żałoby jest dla mnie obraz Zabić wspomnienia (reż. Mike Binder). Opowiada historię Charliego Finemana, który po stracie rodziny w zamachach z 11 września ucieka w całkowite odcięcie. Zamyka się w kokonie ucieczkowych rytuałów – gra w gry, remontuje kuchnię, jeździ na hulajnodze – robiąc wszystko, byle nie dopuścić do siebie prawdy.

Kadr z filmu Zabić wspomnienia, reż Mike Binder (2007)
zdj. z filmweb
To przejmujące studium depresji działającej jak psychiczny pancerz. Żałoba, która nie znalazła ujścia, nie znika – zamienia się w chroniczną, ziejącą pustkę. Charlie – podobnie postać z rzeźby Györgyiego czy bohaterowie Styrona, żyjący w pustce po stracie – utyka w stanie zawieszenia.
Niewidzialnej wyrwy w duszy nie da się zasypać zwykłą codziennością. Aby zacząć goić tę ranę, musimy w końcu odważyć się jej dotknąć. Proces ten wymaga jednak czasu i przyzwolenia na pełną paletę emocji: od zawieszenia między magią a realnością, przez ciepłe powroty do wspomnień, aż po konfrontację z rozrywającym bólem straty. Żałoba potrzebuje tej przestrzeni, by z zamrożonego pancerza znów stać się chociaż częściowo przepracowanym doświadczeniem.
W sztukach wizualnych ten stan emocjonalnego trwania przy stracie doskonale oddają minimalistyczne, pełne napięcia przestrzenne formy Rachel Whiteread, która tworzy odlewy „pustej przestrzeni” – tego, co zostało po zniknięciu domowych przedmiotów czy całych wnętrz. To sztuka, która nie krzyczy, nie narzuca gotowych rozwiązań, lecz zmusza nas do stanięcia twarzą w twarz z ubywaniem, z tym, czego już nie ma, ale co wciąż rezonuje w nas najgłośniej.

Poltergeist (Hałaśliwy duch), 2020
Zapraszam do chwili refleksji.
Twoje REFLEKSY
Kiedy stajesz obok kogoś, kto cierpi, albo gdy sama mierzysz się z jakimś ubytkiem w swoim życiu, zatrzymaj się na chwilę i zapytaj siebie:
- Czy w momentach trudnych częściej uciekam w „odwracanie uwagi” i zajmowanie rąk, czy mam w sobie przestrzeń na to, by po prostu pobyć z bólem bez próby jego szybkiego naprawienia?
- Czego najbardziej potrzebowałem/am (lub potrzebuję) w kryzysie: słów otuchy i rozrywek, czy kogoś, kto po prostu usiądzie obok i pozwoli mi wypowiedzieć gniew i żal?
- Czy potrafię mówić o tym, co minęło, bez lęku, że zepsuję komuś nastrój?

